Podczas spaceru na Ślęży znika młoda matka, zostawiając za sobą wózek z niemowlęciem. Policjant, młody mąż i emerytowany jasnowidz próbują zrekonstruować ostatnie chwile zaginionej. Wciela się w nią Pozorantka, którą ze Ślężą łączą zdarzenia z dzieciństwa.
„Prześwit” to film drogi w skali mikro, opowieść o kryzysie i inicjacyjnej podróży, która wymusza konfrontację z przekonaniami o roli kobiet i powinności matek, po to, by przynieść bohaterom wyzwolenie lub doprowadzić ich do autodestrukcji.
Od reżyserski
Kiedy pracowałam jako scenarzystka natknęłam się na informację, że żaden widz nie zaakceptuje postaci kobiety, która porzuca własne dziecko. Moja córka była wtedy mała, moje koleżanki miały dzieci w różnym wieku i każda matka, którą znałam, przynajmniej raz pomyślała o tym, żeby wyjść z domu i nigdy nie wrócić. Dlatego w „Prześwicie” znika młoda matka, a my skupiamy się na świecie, z którego odeszła i ludziach, którzy go zamieszkują. Każdy z nich w inny sposób naznaczony jest stratą i każdy ma własny powód, aby wziąć udział w poszukiwaniach na zboczach Ślęży – świętej góry Słowian. Ta podróż sprawi, że będą oni musieli dotknąć tego, czego najbardziej unikają: osobistej straty i żałoby. Sposób, w jaki sobie poradzą poprowadzi ich w kierunku wyzwolenia albo autodestrukcji. Zaginiona matka jest tu tylko pretekstem do wewnętrznej podróży bohaterów, wspinaczki na wewnętrzną górę, z której wychodzi się już nie jako sierota lub nie wychodzi się wcale.
Fot. materiały dystrybutora