Wszyscy płyniemy na tej samej tratwie! Czekając na barbarzyńców. Work in progress

Reżyseria
Bartosz Szydłowski
Scenariusz
Łukasz Drewniak, Krzysztof Szekalski
Scenografia i światło
Małgorzata Szydłowska
Muzyka
Paweł Kulczyński
Czytają
Marta Zięba, Magdalena Woleńska, Avo Buchaca Puiggener, Maciej Charyton, Krzysztof Zarzecki
czas trwania → TBA

Czekając na barbarzyńców, inspirowane powieścią J.M. Coetzee’ego, nie jest opowieścią o barbarzyńcach. Jest opowieścią o społeczeństwie, które potrzebuje barbarzyńców, aby móc zdefiniować siebie, usprawiedliwić własny lęk i zalegalizować przemoc. Największym zagrożeniem Imperium – opisywanego przez Coetzee’ego – nie jest zewnętrzny wróg, lecz mechanizm, który go stwarza za pomocą języka, propagandy, procedur i codziennych decyzji ludzi, którzy nie postrzegają siebie jako sprawców, ale bez nich zło dokonane na „obcych”, „wykluczonych przez system” nie mogłoby się wydarzyć.

Czekając na barbarzyńców. Work in progress będzie pierwszym publicznym odczytaniem scenariusza Łukasza Drewniaka i Krzysztofa Szekalskiego, inspirowanego powieścią J.M. Coetzee’ego i aktualnymi wydarzeniami w Polsce i na świecie. Aktorzy biorący udział w projekcie pojawią się na tratwie zainspirowanej Tratwą Meduzy Theodorea Géricault, przypominając, że katastrofa już się wydarzyła, a tymi, którzy ponoszą za nią największą odpowiedzialność, nie są politycy stosujący przemoc w imię „bezpieczeństwa narodowego”, ale wszyscy, którzy milczą w chwilach, kiedy na ich oczach dokonuje się zło.


Tratwa Meduzy Théodore’a Géricaulta 

2 lipca 1816 roku u wybrzeży dzisiejszej Mauretanii doszło do katastrofy francuskiej fregaty Méduse. Statek osiadł na mieliźnie z powodu niekompetencji kapitana, mianowanego przez polityków, mimo braku odpowiednich umiejętności do poprowadzenia okrętu. Brak szalup ratunkowych sprawił, że 147 osób umieszczono na prowizorycznej tratwie, zbudowanej naprędce z fragmentów statku. Początkowo tratwę holowały łodzie ratunkowe, ale dość szybko została przez nie odcięta. Uwięzieni na niej ludzie dryfowali po morzu przez 13 dni. Panował tam głód i pragnienie, nasilała się przemoc. Dochodziło do zabójstw i aktów kanibalizmu. Kiedy wreszcie na horyzoncie pojawił się statek ratunkowy, okazało się, że spośród 147 osób, które znalazły się na tratwie, przetrwało jedynie 15. Część ocalałych bardzo szybko zmarła. Katastrofa stała się we Francji ogromnym skandalem politycznym, a obraz Géricaulta pt. Tratwa Meduzy do dzisiaj jest jednym z najważniejszych oskarżeń systemu, który doprowadził do tragedii, spowodowanej zaniechaniami władzy, niekompetencją kapitana i politycznych układów, które oddały stery w jego ręce. 

Géricault, przygotowując obraz, prowadził niemal reporterskie śledztwo – rozmawiał z ocalałymi, budował model tratwy, a nawet studiował ciała zmarłych w paryskich kostnicach, żeby realistycznie oddać całą scenę.


Fot. Karolina Jóźwiak